Stary i sprawdzony przepis na śpiewaka

02.08.2013 Muzyka Autor: ASz

- czyli jak XVIII-wiecznych chłopców pozbawiano klejnotów!

Jak? Po co? – ale przede wszystkim DLACZEGO? - pyta każdy normalny człowiek, który dowiaduje się jaką metodę na wychowanie niesamowitych śpiewaków rozpowszechnili siedemnastowieczni operomaniacy. Osobiście chcę wierzyć, że był to przypadek, że któraś z późniejszych popularnych wymówek w stylu „chłopiec upadł na grabie” bądź „chłopca napadła świnia w oborze” – wydarzyła się naprawdę i ktoś nie do końca zdrowy psychicznie, zauważywszy efekty, postanowił spopularyzować te „wypadki”. Zawsze jest to troszeczkę jaśniejsza historia początków kastratów niż eksperymenty, którym poddawano chłopców przed mutacją, by zachować słodycz brzmienia ich głosów. Kastrowanie chłopców rozpowszechniło się we Włoszech już w XVII wieku, szczególnie przyczyniło się do tego zakazanie kobietom śpiewania w kościołach. Statystyki mówią, że w XVIII wieku już około 70% męskich śpiewaków było wykastrowanych, a oczywiście tylko niewielka część chłopców poddanych operacji zostawała pierwszorzędnymi muzykami. Kastratów odbierano jako ludzi ponadpłciowych, mimo że stanowili obiekty fantazji niejednej kobiety. Byli też przedmiotami plotek i legend, na przykład do dzisiejszych czasów przetrwała pogłoska, jakoby nie potrafili wypowiedzieć litery „r”. Nazywani byli aniołami, choć zawdzięczali to dość drastycznej praktyce. Ich głos, który łączył w sobie czystość i jasność dziecięcą z siłą płuc i mięśni mężczyzny, był tak samo specyficzny jak wygląd. Dorośli kastraci często byli trochę otyli, mieli bardzo duże objętościowo szyje, białą, mięciutką skórę i przybierali ciała w miejscach charakterystycznych dla kobiet. Cieszyli się przy tym sławą porównywalną do dzisiejszych gwiazd rocka! fabryka kastratów Kapryśne gwiazdki Imprezowicze osiemnastowieczni wybierali się nie do pubu lub klubu, jak to u nas bywa, ale do opery. To była świetna rozrywka, centrum życia towarzyskiego i istna rewia dla uszu i oczu. Opera wtedy kojarzyła się z pełnymi przepychu scenografiami, wymyślnymi kostiumami. Publiczność była oniemiała z wrażenia, a główną przyczyną tych wszystkich uniesień byli kastraci. Byli to śpiewacy, których głosy łączyły jasność i czystość głosu chłopięcego z siłą płuc dorosłego mężczyzny. Tłumy drżały na dźwięk ich głosów, a kobiety mdlały. „Jeden Bóg! Jeden Farinelli!” - krzyknęła pewna rozochocona Angielka podczas debiutanckiego spektaklu tego śpiewaka w 1734 roku. Najlepsi kastraci byli sławni, wielbieni przez tłumy i obdarowywani przez wielbicieli. Mogli sobie pozwolić na życie niczym książęta. Żądali również ogromnych gaży za swoje występy. Byli tak przyzwyczajeni do traktowani ich jak bóstwa, że niejednokrotnie wymyślali absurdalne życzenia, które oczywiście były spełniane. Luigi Marchesi na przykład miał kaprys, by przed każdym swoim operowym popisem zjeżdżał na koniu ze wzgórza, bez względu na to czy koń w operze w ogóle był przewidziany. Inni natomiast śpiewali w przedstawieniach o różnej tematyce swoje ulubione arie, tylko dlatego, że tak! Zdarzało się, że kastraci odmawiali śpiewania scen zespołowych, podczas spektaklu rozmawiali z widzami w lożach, a ich maniery pozostawiały wiele do życzenia. Mimo tych kaprysów, dzięki swoim ponadludzkim, jak się często wydawało, możliwościom głosowym, byli bożyszczem tłumów i świetnie sobie z tego zdawali sprawę. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o tych niezwykłych śpiewakach polecam takie pozycje książkowe jak: „Muzyka i płeć” D. Gwizdalanki albo „Kiedy gruba dama śpiewa” D. W. Barbera. Warto sprawdzić zatem oferty promocyjne księgarni internetowych, takich jak Matras czy TaniaKsiążka. Farinelli – nie taki ostatni kastrat FarinelliPatrick Barbier jest autorem biografii najsłynniejszego i najgenialniejszego może kastrata: Carla Broschi, który znany był pod pseudonimem Farinelli. Na podstawie dziejów jego życia nakręcony został też film Farinelli: ostatni kastrat w reżyserii Gerarda Corbiau. Co ciekawe, producenci filmu, chcąc oddać przypuszczalne brzmienie głosu śpiewaka połączyli cyfrowo głos sopranistki Ewy Małas-Godlewskiej oraz kontratenora Dereka Lee Ragina. Autor książki natomiast zebrał sporą dokumentacje na temat życia śpiewaka, w tym listy jego wielbicieli i komentarze widzów po spektaklach i popisach. Farinelli, „święty potwór” wokalistyki, został poświęcony muzyce decyzją swego ojca, który zapragnął, by syn odnosił takie sukcesy jak znani mu kastraci. Słyszał np. historię Ferriego, dla którego królowa Krystyna Szwedzka przerwała działania wojenne przeciw Polsce, umożliwiając mu podróż jej własnym okrętem. Stary Broshi osobiście rozkoszował się też anielskim śpiewem Matteuccia, który zaskarbił sobie względy całego dworu w Neapolu; Nicolino natomiast zasłynął jako niezwykle poruszający interpretator Rinalda Haendla. Przewidywania ojca na temat wielkiej kariery Carla sprawdziły się. Istnieją świadectwa z początków jego pracy scenicznej. Niemiecki podróżnik Keysser pisze o jego głosie: „nikt nie pamięta, by kiedykolwiek słyszał coś, co dałoby się z tym porównać. Ludzie są przekonani, że zostaje on (Farinelli) pod szczególną opieką Matki Boskiej, którą jego matka otaczała nadzwyczajną czcią”. Niesłychana piękność jego głosu, pełna słodyczy i przenikliwości barwa, zdawały się być doceniane przez wszystkich. Farinelli zasłynął też z oddechu o nadzwyczajnej długości. Źródła podają, że w niektórych partiach był zdolny zaśpiewać pochód złożony ze stu pięćdziesięciu nut na monosylabie na jednym oddechu. Było to uważane za cud natury, co za tym idzie Farinelli koncertował w wielu miastach, ku zachwytowi publiczności. W ten sposób już za życia postać śpiewaka urosła do rangi legendy. Według księdza Martiniego ludzie bili się przed teatrem, by usłyszeć Farinellego. Publiczność wenecka została wprawiona w osłupienie. Według świadków to jakaś magia sprowadzała na występy Farinellego takie tłumy, chcące przekonać się czym może być głos ludzki. Śpiewak był też bohaterem historii, jakoby przez 10 lat co noc odśpiewywał te same 4 arie królowi hiszpańskiemu Filipowi V, aby dźwignąć go z depresji. Będąc miłośnikiem filmów historycznych i kostiumowych, nie możesz pominąć produkcji Gerarda Corbiau. Sprawdź więc oferty internetowe, na przykład w księgarni online Gandalf (która posiada w swoim asortymencie również filmy) obowiązuje teraz nawet do 65% zniżki na wybrane produkty. A kto wie - może znajdziesz tam też biografię Farinellego „Prawdziwa historia genialnego kastrata” w okazyjnej cenie? kadr z filmu Farinelli - ostatni kastrat Bożyszcze kobiet Farinelli był tematem wielu wierszyków pochwalnych, panegiryków, wyznań, ód, adresów. Jako wielka gwiazda, otoczona nieskończonym uwielbieniem entuzjastów mógł być postrzegany jako fenomenalne zjawisko socjologiczne. Jedna z jego zagorzałych wielbicielek, Catherine Philips Muilman, publikowała w 1735 wierszowany list adresowany do Farinnellego. Ta laudacja na jego temat miała objętość 16 stron i zatytułowana była: „C…P… to the Angelick Signot Far…in…li” (w polskiej wersji językowej opublikowana w: P. Barbier, Farinelli. Prawdziwa historia genialnego kastrata, przeł. A. Choińska, Warszawa 1998, s.28.). Treść listu ograniczała się do zachwytów nad głosem i postacią śpiewaka. Budził oczywistą fascynację nie tylko jako muzyk, ale również jako potencjalny kochanek. I tu przechodzimy do tematu budzącego zwykle najwięcej ciekawości. Otóż – nie, kastraci nie byli zupełnie pozbawieni męskości, lecz zachowywali jedynie swój główny narząd płciowy; tak, kastraci byli bezpłodni (co zresztą nadawało im dodatkowej atrakcyjności w oczach spragnionych romansów mężatek)i tak - kastraci zachowywali w większości funkcje seksualne, ponadto historycy i znawcy tematu potwierdzają, że przynajmniej niektórzy korzystali z niej często i chętnie. Fizjonomia kastrata była dla ówczesnych kobiet niezwykle pociągająca. Autorka wierszyka przypisywała Farinellemu niezwykłe cechy. Początkowa ekscytacja artystą na scenie, rozwijała się częto w oczarowanie człowiekiem, oczarowanie również erotyczne. Farinelli jednak nie jest opisany jako typowy mężczyzna, wydaje się bardziej istotą poza podziałami płciowymi, aniołem. Zresztą wedle autorki mężczyźni to „nienawistka płeć”, „odpychający towarzysze życia”, którzy nie stanowią rywali dla Farinellego. Ich twardy zarost nie może się równać z „delikatnym podbródkiem” i „różowymi policzkami” śpiewaka. Nazywa go „najwyższą namiętnością”, „promieniejącym ogniem”, „rozkosznym Chłopcem”. Autorka pisze również wprost o swoich fantazjach erotycznych: „eunuch jest więcej wart niż zużyty galant”, „Eunuchowie mogą dać bezgraniczną rozkosz” (nie należy jednak mylić kastratów z eunuchami, gdyż Ci ostatni byli to niewolnicy pracujący w haremach, pozbawieni wszystkich narządów płciowych – jak widać zatem różnica jest znacząca). Tak czy inaczej list ten jest jednym z wielu dowodów na niezwykłe zainteresowanie, jakim kastraci cieszyli się wśród dam z wyższych sfer. Wiele z nich zabiegało dosyć nachalnie o romanse z wirtuozami dźwięku. Szczerze mówiąc dzisiaj nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji. I całe szczęście nie dotyczy nas już ten problem. źródła obrazków [www.page2007.com, http://mubi.com, http://odkrywcy.pl]