Poka sowę - hit polskiego YouTube

02.05.2017 Emocje Autor: Łucja Stachura

Nowy hit internetu, piosenka krzycząca poka sowę wzbudza wiele kontrowersji pośród internautów. Czy zasada “obojętnie, co mówią, byle z nazwiskiem” nadal się sprawdza? Czy tworzenie ogłupiających hitów do sieci ma jakąś granicę?

poka sowę

Złapani w sieć

Internet, a szczególnie serwis YouTube charakteryzują się chwilowymi modami i kompletnym brakiem przewidywalności w kwestii treści, które mogą stać się przysłowiowym hitem. Menel pijący tanie wina na czas - dlaczego nie? Hitami internetu byli już: chłopak wspinający się na budynek po piorunochronie (“jestem hardkorem!”), przebieg karambolu na lodzie w Szczecinie (“ale urwał”),  chorąży Andrzeja wyzywający swoich ludzi nad naprawą wozu gąsienicowego lub przeklinający prezenter Kamil Durczok. Nie sposób stwierdzić, jakiego rodzaju nagranie może podbić sieć, lecz zazwyczaj są to ujęcia sytuacji przypadkowych, wszelkiego rodzaju wpadki i wypadki okraszone nieprzemyślanymi komentarzami. Internet to miejsce, gdzie publikować można wszystko, na co nie ma miejsca w tradycyjnych mediach, jak telewizja - dlatego powstają tam całe kanały pełne contentu, który bywa bardzo ciekawy lub mocno dyskusyjny. Możemy oglądać niecenzuralne kreskówki dla dorosłych, jak chociażby “Blok Ekipa” czy “Kapitan Bomba”, programy rozrywkowe, jak twórczość Macieja Dąbrowskiego znanego jako Człowiek Warga, którego nazwy kanału nie wypada powtarzać lub wielu domorosłych stylistów, makijażystów, kucharzy lub samozwańczych ekspertów tropiących światowe spiski. Do wyboru, do koloru, wszak dostęp do internetu ma teraz każdy.. Wspomniana już piosenka “Poka sowę” jest dziełem YouTuberki przedstawiającej się jako SexMasterka, dziewczyny, która odziana w koronkową bieliznę uczy swoich widzów o rodzajach i zastosowaniu zabawek erotycznych.

Poka sowę! No, pokaż!

Dlaczego akurat piosenka z eufemizmem obnażania miejsc intymnych stała się tak głośna? Nie jest ani lepsza, ani gorsza od niezliczonej ilości nagrań, jakich na YouTube pełno. Mamy tam wszystkie obowiązkowe elementy składowe - nagość, głupi tekst i kiepską muzykę. Jednak młoda dziewczyna śpiewająca bez skrępowania o swojej seksualności jest przełamaniem pewnego tabu. Od małego jesteśmy uczeni zachowywania dla siebie pewnych delikatnych kwestii. Dodatkowo kobiety są obłożone wieloma kulturowymi wskazówkami, jak powinny się zachowywać, a wstydliwość i wstrzemięźliwość są zawsze na szczycie tej listy. Autorka piosenki “poka sowę” kompletnie się tym nie przejmuje, bez skrępowania wymachując wibratorem. Wideo pobiło rekord wyświetleń “polskiego” YouTube - 6311416 wyświetleń, a także rekord negatywnych “łapek w dół” - 391963. W komentarzach (obecnie jest ich 74356) pod filmem odbył się nie tylko hejt na autorkę, lecz także doskonała zabawa. Użytkownicy o nickach takich jak Ojciec Mateusz, Papier Toaletowy, czy Jarek z Żoliborza komentowali w sposób zmyślny i zabawny.

poka sowę

Dostajemy, to, co chcemy

Można się zastanawiać, dlaczego “Poka sowę” wzbudziło aż takie kontrowersje i zyskało tak duży rozgłos, lecz powodem, dla którego treści głupie i wulgarne stają się hitami, jesteśmy my sami. To użytkownicy sieci generują zapotrzebowanie na konkretne treści. Skoro najlepiej sprzedaje się nagość i głupota, otrzymujemy je w dawce wykraczającej poza wszelką normę. Pokazując znajomemu kolejny film (“patrz, jacy idioci!”) nabijamy im wyświetlenia, więc podobnych nagrań powstanie więcej. SexMasterka i jej piosenka to tylko kolejny wytwór naszej spaczonej, internetowej kultury, choć trzeba przyznać, że wyjątkowo irytujący. Może już czas zastanowić się, po co to oglądamy?