1. Strona główna
  2. Blog
  3. Muzyka
  4. Być jak Florence Jenkins!

Być jak Florence Jenkins!

 25 lipca 2013
Admin dla Muzyka
okładka płyty Florence Foster JenkinsGdyby stanął przed Tobą Stwórca, w jednej ręce miał dla Ciebie geniusz, sławę i chwałę, a w drugiej szczęście, spełnione marzenia i błogość życiową, co byś wybrał? Pamiętaj, że większości ludzi nigdy nie uda się połączyć tych dwóch charakterystyk, więc nie wykręcaj się odpowiedzią, że osiągnąłbyś to wszystko za jednym zamachem! Dla ułatwienia decyzji powiem, że mając na myśli dwie konkretne kobiety - jedną, która zgarnęła wszystko z prawej ręki i drugą, która nie pozostawiła niczego w lewej, dochodzę do wniosku, że wiąże się to prawie zawsze z określonymi wadami i słabościami.

Diwa Callas śpiewa!

Z czym kojarzy się nazwisko Marii Callas? Pewnie z dziesiątkami niezapomnianych kreacji operowych, muzą filmowców, diwą wszechczasów, obiektem uwielbienia mas i wcielonym geniuszem. Nawet w opinii niektórych krytyków żadna śpiewaczka nie mogła się z nią równać. Tworzyła niesamowite postaci dramatyczne. Zbierała ogromne owacje gdziekolwiek się pojawiła, odnosiła sukcesy na całym świecie, sama jej obecność wywoływała podekscytowanie. Brzmi cudownie? Na pewno, jednak każdy kij ma dwa końce. Maria Callas przeszła do historii również jako rozkapryszona, zmanierowana gwiazda, która od samego dzieciństwa była skazana na swój los. Naznaczona talentem, już w najwcześniejszych latach jej życia rodzice zdecydowali o kierunku nauki. Geniusz był jej przekleństwem, ale i najwierniejszym przyjacielem, gdyż tylko on wytrwał przy niej do końca. Callas była też skandalistką, powszechnie znany był je konflikt z rywalką - Renatą Tebaldi i płomienne romanse z Onasisem. W 1958 roku podczas pewnego przedstawienia Normy Belliniego, wywołała ogólne oburzenie, przerywając spektakl po pierwszym akcie z powodu swojej niedyspozycji, nie zważając nawet na obecność prezydenta Włoch na widowni. Bardzo emocjonalnie podchodziła do wszelkich porażek. Przez całe życie prześladowały ją kompleksy, pragnęła doskonałości, a była mimo wszystko tylko człowiekiem. Jej zmorę stanowiła nadwaga. Plotka głosi, że specjalnie zjadła mięso zarażone tasiemcem, aby wyhodować sobie pasożyta i schudnąć. Zmarła nagle, w samotności, na atak serca jako niespełniona reżyserka i gwiazda, której nie udał się powrót na scenę. Jej prochy zostały rozsypane na Morzu Egejskim. Historia życia diwy dowodzi, że owszem – była ona synonimem geniuszu, ale również zatruwającej ją ambicji i cierpienia.

  Maria Callas za czasów swej świetnościOsoba Marii Callas była inspiracja dla wielu reżyserów, między innymi Terrence McNally napisał sztukę pt. „Maria Callas – lekcja muzyki”, rozpowszechnioną w Polsce dzięki reżyserii Andrzeja Domalika i niesamowitej kreacji Krystyny Jandy. Aktorka odkryła nową twarz śpiewaczki jako kobiety pragnącej miłości, nieszczęśliwej, dla której surowość i samodyscyplina była fundamentem osobowości. Poznajemy ją u schyłku życia, kiedy udziela lekcji śpiewu, bezlitośnie pastwiąc się nad swoimi uczniami, udzielając im rad nie tylko emisyjnych, ale również odnośnie życia i zachowania. Diwa wspomina – zarówno chwila szczęścia na scenie, jak i swoje osobiste tragedie. Bywa zgorzkniała, złośliwa, wydaje się niespełniona. Z wiekiem artystka traci nadzieję, entuzjazm, jedna rzecz jednak pozostaje niezmienna – ciągle żyje tylko sztuką i dla sztuki, mało tego – ona jest sztuką, bo nic poza nią nie ma sensu. Z tą wiarą jednak czuje się odosobniona i wiecznie idąca po prąd. Przy końcu spektaklu wyznaje:

Ja wiem, że świat się nie zawali, jeśli od jutra nie będzie przedstawień Traviaty. Ja to wiem. Ale wierzę, że wybierając sztukę, przyczyniamy się do tego, żeby ten świat stawał się piękniejszy i lepszy. Że zostawiamy go mądrzejszym i bogatszym, dzięki sztuce. Im jestem starsza tym mniej wiem. Ale wierzę, że to, co robimy ma sens.

Jeśli interesuję Cię biografia Marii Callas lub inne pozycje przydatne miłośnikom muzyki, zapoznaj się ze zbiorami księgarni internetowej Selkar, która oferuje 50% rabatu na wybrane książki

Madame Jenkins przebiera się w pióra!

Florence Foster Jenkins to niezwykle barwna postać kultury amerykańskiej, zwana najgorszą śpiewaczką świata. Była absolutnie pozbawiona słuchu muzycznego, poczucia rytmu i głosu, ale miała marzenie – być najwspanialszą śpiewaczką wszechczasów! Fortuna sprawiła również, że kobieta była na tyle bogata, że mogła fundować sobie nagrania i organizować recitale. Przy tym jej publiczność nigdy nie zawodziła, sale koncertowe zawsze pękały w szwach, ludzie chodzili wszak na najlepszy kabaret! Florence była egzaltowana, pozbawiona gustu, śmiało można powiedzieć, że brak jej było krzty zdrowego rozsądku i piątej klepki, budziła jednak jakąś przedziwną tkliwość i czułość, spowodowaną jej dziecięcą ufnością i entuzjazmem. Każda jej fałszywa nuta stanowiła ożywiony pierwiastek prawdziwej radości i szczęścia, spełnienia wręcz. Kiedy Florence, nie grzesząca powalającą urodą, młodością i filigranową sylwetką, wchodziła na scenę w swoich karykaturalnych, a pięknych w jej mniemaniu, strojach – pasterki albo anioła z wielkimi, poruszającymi się skrzydłami, przypominała psotne dziecko, które ma zamiar zaraz spłatać niezłego figla! Artystka była niczym przedszkolak - wiecznie spragniona braw, owacji i pochwał, a ponadto wcale się z tym nie kryła! Jej bezpośredniość była bardzo ujmująca – w końcu przecież otrzymała wszystko, czego pragnęła!

Krystyna Janda jako Boska!Założę się, że wszystkim, którzy wysłuchali jej wykonania Habanery z Carmen, arii Adeli z Zemsty nietoperza czy kultowej arii Królowej Nocy z Czarodziejskiego fletu, bardziej zapadły one w pamięć niż cudownej klasy wersje Joan Sutherland czy Victorii de Los Angeles. Mimo to Jenkins była oczywiście obiektem drwin z powodu zupełnej, naiwnej nieświadomości własnych braków i niedoskonałości. Wśród niektórych kręgów samo jej istnienie budziło wręcz święte oburzenie.

                Jako postać kultowa, Florence oczywiście użyczyła swej historii niejednemu spektaklowi teatralnemu. Całkiem niedawno mieliśmy okazję oglądać w Teatrze Telewizji spektakl Petera Quiltera pt. Boska! w reżyserii wymienianego już wyżej Andrzeja Domalika. Główną postać wykreowała oczywiście ta sama Krystyna Janda. Jest to doskonała komedia, ukazująca charakter i codzienne życie Madame, która przyjmuje nowego akompaniatora – Cosme Macmoon (granego przez świetnego Macieja Stuhra), który jest zawodowym muzykiem, więc z pierwszą nutą z ust Florence truchleje z przerażenia, jednak z czasem staje się jej przyjacielem, ulegając jej niesamowitemu urokowi i miłości ku muzyce. W dramacie zobaczymy też sceny występów wątpliwej diwy. Jedna z recenzentek sztuki po ich obejrzeniu napisała „pozostają już tylko modły o nagłą utratę słuchu - Florence Foster Jenkins (Krystyna Janda) śpiewa” – większość publiczności jednak świetnie się bawi przy komicznym, fałszywym wykonaniu tych kompozycji, uznanych już przez tradycję niemal za nienaruszalne relikty, które w powszechnym mniemaniu mogą wykonywać tylko niezwykłej klasy śpiewacy – zawsze perfekcyjnie, więc podobnie do siebie. Ważnym wydarzeniem z życia Jenkins, przeniesionym w rzeczywistość teatralną, był jej wymarzony koncert w jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych świata – w Carnegie Hall! Dokonała tego zaledwie miesiąc przed śmiercią.

Posłuchaj nagrania arii Królowej Nocy z płyty „The Glory of the human voice”, a przekonasz się, że opinia o najgorszym śpiewie nie jest przesadzona!

 [embed maxwidth="300" maxheight="300"]http://www.youtube.com/watch?v=6h4f77T-LoM[/embed]

Wszystkim melomanom polecam kategorię „Muzyka i filmy” w serwisie tanio.co, gdzie za pośrednictwem sieci, przy wykorzystaniu atrakcyjnych kuponów rabatowych można kupić świetne nagrania i filmy na przykład w sklepie internetowym empik.com.

Najgorsza śpiewaczka świataMyślę, że doskonałą myślą, która niesie za sobą o wiele więcej mądrości, niż można by się tego po niej spodziewać, jest słynna sentencja Jenkins:

Ludzie mogą mówić, że nie umiem śpiewać, ale nikt nigdy nie powie, że nie śpiewałam. - i to jest jej wyższość nad rzeszami, które marzą i nie mają odwagi postawić następnego kroku!

Krystyna Janda jako Callas nie śpiewa – nie dysponuje przecież tak cudownym głosem i umiejętnością; jako Jenkins świetnie się bawi - fałszując do woli największe przeboje operowej i operetkowej sceny. Publiczność śmieje się razem z nią, oczywiście z lekkim przymrużeniem oka, ale uczestniczy w jej radości z bycia na scenie, patrząc na Callas natomiast - rodzi się w sercu pewien niepokój, współczucie i wątpliwość – czy jej dar był przekleństwem czy błogosławieństwem? Madame Jenkins za to spełniła swe marzenia, dopięła swego! Można mówić, że pomysł koncertu w Carnegie Hall był absurdalny, ale zamiast drwić z niego, przypomnij sobie jakąś swoją niedorzeczną, odległą fantazję i ogromną drogę, którą musiałbyś pokonać, by ją zrealizować. Odpowiedz sobie szczerze – stać Cię na to?

[źródła obrazków: www.e-teatr.pl, www.freeisoft.pl, www.madanalogy.com, http://auralfixations.wordpress.com, www.maxbass.com]