Allo Allo! – serial jak wino

16.07.2013 Filmy i seriale Autor: ASz
"Jak poznałem waszą matkę" czy "Teoria wielkiego podrywu" to seriale komediowe, które od kilku lat święcą tryumfy popularności. Wszyscy zachwycają się nowatorską konstrukcją narracyjną pierwszego z nich i śmieją się z perypetii dwóch nieporadnych życiowo fizyków i ich przyjaciół: Penny, Rajesha i Howarda. Jednak tzw. seriale komediowe nowej generacji często wcale nie są tak całkiem nowe i niepowtarzalne, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Emitowany renew latach 1982 – 1992 brytyjski serial '"Allo Allo!" to doskonały przykład produkcji, która z wiekiem nie traci nic ze swojej żywotności, ale nawet zyskuje. Wystarczy obejrzeć jakikolwiek epizod "Teorii…" albo "Jak poznałem…" i zestawić go z pierwszym lepszym odcinkiem "Allo Allo!", a dość szybko okaże się, że poza aktualnością i liczbą popkulturowych nawiązań, brytyjska produkcja w niczym nie ustępuje amerykańskim. A co więcej, w wielu aspektach przewyższa je. Żarty z hinduskiego i żydowskiego pochodzenia Rajesha i Howarda, czy ironiczne aluzje do ich quasi-homoseksualnej relacji, są niczym w porównaniu z sarkastycznymi docinkami między Rene i pułkownikiem von Strohmem, czy jawnych kpin z homoseksualizmu porucznika Grubera. W "Allo Allo!" zdecydowanie częściej pojawia się ironia gryząca, a żarty częściej dotyczą różnic kulturowych, czy płciowych. Stereotypy opisujące poszczególne narody są wyolbrzymione i pokazane w taki sposób, aby nie raniły niczyich uczuć. Wszystko zostaje utrzymane w granicach przyzwoitości. Raz dostaje się Anglikom, raz Francuzom, to znów Niemcom – ale wszystkim po równo. Kiedy wraca się po latach do serialu "Allo Allo!", posiadając już większy bagaż doświadczeń i wiedzy, poza nieśmiertelnym i najbardziej czytelnym komizmem sytuacyjnym zauważa się także tzw. smaczki. Wcześniej jakoś nie dostrzegało się tego, że francuski ruch oporu składa się prawie wyłącznie z kobiet – jakby autorzy serialu kpili sobie z waleczności Francuzów. A brytyjsko-francuskie przytyki dotyczące tego, kto uciekał, a kto walczył pod Dunkierką, stają się bardziej czytelne.plakat Po tych kilku dekadach warto także wrócić do "Allo Allo!" choćby po to, aby nacieszyć ucho. Wszyscy bohaterowie posługują się oczywiście językiem angielskim, ale każda z narodowości zachowuje własny akcent. O wartości komicznej tego chwytu można się przekonać już w odcinku pilotażowym, kiedy Rene i Yvette swoim angielskim-francuskim próbują się dogadać z Fairfaxem i Corstairsem, dwoma lotnikami, którzy używają angielskiego w wersji brytyjskiej.

Aby jednak delektować się takimi smaczkami, trzeba oglądać serial w oryginalnej wersji językowej, ewentualnie z polskimi napisami. Niestety wersja z lektorem zaciera takie niuanse. A słynne „dziń dybry” jest tylko marnym erzacem tych wszystkich zabaw z akcentem i językiem angielskim.

Amatorzy tych i wielu innych seriali mogą je nabyć po okazyjnych cenach w Empiku. Źródła ilustracji: pinterest.com